Właściwie to obecnie można powiedzieć o tym miejscu, iż jest to blog: O wszystkim i o niczym jak śpiewają Borysewicz i Kukiz.
RSS
czwartek, 04 lutego 2010
Od jakiegoś czasu co i rusz słyszę o sobie dziwne komentarze. Nie byłoby to dla mnie nic niezwykłego gdyby nie ich irytująca część. Co mnie denerwuje? To samo co chodzi mi po głowie. Jestem inna niż większość, mój świat nie jest taki jakim chciałabym go widzieć ale nie robię w swoim życiu właściwie nic konkretnego by ten stan zmienić. O czym dokładnie mówię? Może zacznę od początku...
sobota, 05 grudnia 2009
Kto by sie spodziewał, że zrobię reaktywację swojego bloga. A jednak. Muszę gdzieś wyładować swoją frustrację bo chyba oszaleję. Jesli ktoś to czyta niech się nie załamuje. To tylko moje życie.
wtorek, 16 czerwca 2009
Ostatnio praktycznie nie miałam czasu pisać i nie tylko. W ogóle wejść na internet było problemem z 2 powodów: brachcio wrócił do domu na Boże Ciało i też chciał neta (to raz) no i laptop zaczyna mi ze starości szwankować wiec muszę wchodzić coraz częściej na stacjonarnym a tenże znajduje się w pokoju brata, który de fakto nie lubi jak się jest nieproszonym gościem w jego pokoju (jak i ja ale to szczegół) (to dwa).Przejdźmy jednak do meritum tytułu tego wpisu.
poniedziałek, 01 czerwca 2009
Tak jakoś wyszło szczęśliwym trafem, iz w tym roku Ursynalia czyli Juwenalia SGGW zorganizowano po dwudziestym. Dzieki temu mogłam nie tylko odwiedzić brata i kuzynów ale również co nieco sie zabawić.Co prawda nie wszystko poszło tak jakby się tego chciało, ale takie juz bywa życie... a na pewno moje.
niedziela, 17 maja 2009
Magia jest wszędzie wokoło nas. Nie każdy potrafi to zauważyć, nie zawsze ją widzimy. Magią jest wszak samo życie. Dla mnie esencja magii jest wszystko co można podciagnąć pod termin "sztuka". Dlaczego? Niech odpowiedzią na to pytanie będzie treść mpewnego mojego listu.Jakiś czas temu pokazano mi stronkę www.dodatkidogazet.pl, na której odbywał się konkurs. Należało napisać krótki list będący odpowiedzią na pytanie: "Dlaczego lubię filny anime?" Jego treść pozwoliła mi znaleść się w 5 finaistów, co oznacza iż wygrałam film "Millenium actress".:

"Anime cenię za to, że pomogły mi odnaleść równowagę w życiu. Gdy poznałam japońską animację wraz z mangami przechodziłam trudny okres w życiu. Była to między innymi dość silna depresja, a anime ukazało mi świat jakiego nie znałam. Od tamtej pory w szarej codzienności dni potrafię odnaleść przebłyski radości, a depresja uleciała jak sen po przebudzeniu. Gdy widzę anime nabieram szacunku dla pracy scenarzystów, horeografów, aktorów, muzyków i wszystkich tych ludzi, dzięki który na świecie istnieje sztuka. Bo Anime to również sztuka choć masowa. A czymże byłby nasz świat gdyby nie piękno, które dzięki anime jestem w stanie odnaleść nawet tam gdzie jego blask dawno przygasł."
Tak bardzo długo miałam depresję.. To manga i anime mi pomogły. To moze zabrzmieć śmiesznie ale tylko dzięki tej fascynacji dałam sobie spokój z myślami samobójczymi. NIc innego nie było w stanie utrzymać  mnie przy chęci życia. Już wtedy czułam się nienormalna. ALe ja nigdy normalna być nie chciałam. Bo czymże jest normalność? Moze zbyt chciałam pokazać że jestem? Nie wiem. Ja cicha mysz chciałam zaakcentować światu: "Patrzcie jestem! Dlaczego nie patrzycie?! Dlaczego nie słuchacie?! Aż tak nieważna jestem? Aż tak zbędna?" i jednocześnie uciekałam od tego świata chowając się po kontach.
Aby dokładnie zrozumieć skąd we mnie tyle sprzezności powinnam coś opisać z mojej przeszłości. Jako dizecko byłam bardzo radosna, beztroska i roztrzepana. Praktycznie w ciagu kilku sekund wszystko sie zmieniło. Miałam ok 8 lat, nie pamiętam dokłądnie. Rodzice zostawili mnie z moim młodszym bratem i młodszą kuzynką na kilk agodzin w domu bo musieli coś załatwić u wójostwa. To było niedługo po bożym narodzeniu. Jako najstarsza miałam się nimi opiekować. Zawiodłam. Brat nie chciał mnie słuchać i popisywał się bawiąc się nożem. W pewnym momencie tenże wyleciał mu z rąk. To prawdziwy cód, że nasza kuzynka nie straciła oka. Blizna jaką ma na twarzy zniknie tylko gdy zrobi sobie operację plastyczną. Bardzo długo obarczałam się odpowiedzialnoscią za ten wypadek. Potem zdarzył sie jeszce jeden. Ile czasu je dzieliło nie mam pojęcia. Bat wariował z drugą kuzynką po domu. Nie słuchali, by nie wariować. Wpadł na szybę w drwiach. To cód, ze ta szyba go nie zabiła. Byłam dzieckiem. Pierwszy wypadek był dla mnie szokiem. PO drugim już nigdy nie byłam taka sama. Od tamtej pory martwię sie o każdego, nie lubię wrzasków i popisywania się, boję się wariowania i nieostrożnego obchodzenia sie z nożami. Nie lubię prędkości i ganiania. A po złamaniu nogi nabyłam przerażajacej zdolnosci: potrafię wyobrazić sobie ból wielu obrażeń. Jestem pzewrażliwiona i boję sie świata oraz samej siebie. Może trochę uciekam w mangę i anime, ale cóż takiego czeka mnie w rzeczywistym świecie? Nadal czuję sie jak pyłek, jak lisć płynący z nurtem rzeki....
Narazie....
22:10, usagisensei2
Link Komentarze (2) »
wtorek, 12 maja 2009
Ostatnio skacząc po internecie za nowymi tapetami na pulpit znalazła pewiem obraze, który sprawił, iż zaczęłam sie zastanawiać nad moją największą pasją. Każdy ma w swoim życiu coś wyjątkowego, lecz pasja, która jest silniejsza niż wszystko inne na świecie zdarza się nie każdemu. Ja coś takiego mam. Pojawiła się z dnia na dzień. Jedno spojżenie wystarczyło, bym pokochała całym sercem. Co to takiego? Najpierw pokażę znaleziony przeze mnie rysunek.
czwartek, 07 maja 2009
Majówkowy pierwszy weekend minął juz jakiś czas temu, ale mi nie do, że przedłuzył sie jeśli idzie o to co miałam podczas niego zrobić to jeszcze rozchorowałam się. Mój poprzedni wpis zrobiony był dnia pierwszego mojej fatalnej majówki czyli w czwartek po pracy. Z tatą nie odzywaliśmy sie praktycznie aż do wieczora dnia następnego. Mama w piątek wyjechała do anglii i wróciła we wtorek po północy. Emocje zdążyły ostydnoć i każdy się do ostatniej kłutni jeśli nie zdystansował to potraktował ją jako coś zawieszonego w próżni. Właściwie to ten weeleknd różnił sie od innych jedynie brakiem obecności mamy. Głównie skupiło sie wszystko na pracy. Jak to na wsi zawsze było coś do roboty. Najwiecej rozluźnienia miałam kiedy pzysłżo do podlewania kwiatów. Mojemu bratu zachciało się ulżyć mojej osobie i podłączył mi wąż. Problem polegał na tym, ze nei było zacisku założonego na końcówce do podlewania i ostatecznie wysżłam niemal cała mokra z tego zadania. Dobrze, że było ciepło ;p Dnia następnego co tu dużo mówić podlewanie skończyło się tak samo. Choć tym razem nie uzywałam końcówki do podlewania wystarczył lekki podmuch wiatru i juz cała woda spadła mi na głowę. Ot życie. Dni były zwyczajne, pracowite, a ja padnieta każdego wieczoru. Na dodatek księżyc szedł do pełni. A to oznacza problemy ze snem u mnie. Brachcio pojechał do Warszawy we wtorek wieczorem, a mama wróciła we wtorek w nocy. NIc specjalnego, nic niezwykłego. Tylko terazjak trzeba wrócić do normalnego życia ja walczę z bólem gardła i katarem. Ech... ;p Życie, zwyczajne życie... ;]
21:10, usagisensei2
Link Komentarze (9) »
czwartek, 30 kwietnia 2009
Jestem zapłakana, ciężko mi oddychać i trzęsę się z nerwów. Niech mnie ktoś zabije to nikt juz nie będzie przezemnie cierpiał, nikogo nie zranie i ja sama nareszcie bede miałą swięty spokój. Cóż się takiego stało? Kolejna kłótnia. Jej temat? Ja, a mianowicie moje podejście do życia.
Zaczęło się od jednego zdania: "Co ty taka skwaszona jak środa na piątek?" Odpowiedziałam, ze "nic tylko spać mi sie chce." Mama zaraz że "nie podoba ci sie że jade?" "A co ja ma do powiedzenia? i tak nigdy nigdzie na majówkę nie wyjechałam"I tak zaczęłą sie kłutnia. Aż padły słowa "ja poprostu sie nudze"I sie zaczęło. Że to moja wina bo jak mnie wyganiali na dyskoteki to nie chciałam (miałam 14 lat), że ja zaczynam zabardzo szaleć i żebym uważąła aby nie zrobić głupot (po drodze padł temat mojego wyjazdu do Warszawy). No to ja sie pytam co mają na myśli mówią zebym nie robiła głupot.I znó zaczął sie wywód o "szukaniu faceta na wariata" Co normalnej osobie przychodzi pierwsze do głowy? że nie życzą sobie abym szła z kimkolwiek do łużka na siłe itp. Miałam juz tego wywodu po wyżej uszu bo ile razu w roku przez ile lat mozna tego wysłuchiwać? Chyba odkąd skończyłam 13 lat słysze teksty typu: "zachowój sie jak na twój wiek przystało. Chcesz yć traktowana jak dorosłą to sie tak zachowuj" NO wariacji mozna dostać. Więc bez zastanowienia palnęłam że "ja nei wariuje i nie szukam nikogo na siłe, a zresztą jakbym nawet z kimś posżła do łużka to co im właściwie do tego?" Wystarszyło. Takiej lawiny krzyków dawno nie słyszałam. Zaczęli mi wytykać moje zachowanie jak uciekłąm z domu, że magistra mam tylko na papierze bo zachowuje sie jak prymityw z dworca, że chyba jestem ninormalna skoro mówie takie teksty (jakbym czuła sie normalnia to było by inaczej), i wogule jak ja śmiałąm sie tak do nich odezwać bo to nie przystoi takie tematy poruszać przy rodzicach, i wogule jestem niewdzieczna itp, itd. Ogólnie znów poczułąm sie traktowana jak totalne dno. Jak ja mam życ skoro zawsze ale to zasze nie są ze mnei zadowoleni? Ja juz mam dosyć takiego życia. Niech mnie ktoś poprostu zabije, to wszyscy będą mieli śwęty spokój. I oni i ja. Tyle dla nich poświęciłam, tyle sie zawsze starałam i nigdy nie jest dobrze. Czasem chciałabym być samolubem i pierdolnac to wszystko nie oglądajac sie za siebie. Ale gdy ejstem jaka jestem wyrzuty sumienia nie dałyby mi żyć.
Czekam na cód...
Raczej sie nigdy nie doczekam...
JUz mi od dawan na niczym nie zależy, ale nadzieja na lepsze jutro niestety też powoli zamiera...
19:21, usagisensei2
Link Komentarze (10) »
niedziela, 26 kwietnia 2009

Od jakiegoś czasu wiem o zbliżajacym się zjeździe rodzinnym. Będzie on miał miejsce w Dąbkowicach w dniach 1.05-3.05 czyli w majówkę. W tym samym terminie jednak moja mama ma razem z ciotką zaplanowany wyjazd do Anglii w odwiedziny do mojego wójka i kuzyna. Ot niby nic, a jednak zrobił się z tego wszystkiego niezły pasztet. Ja osobiście miałam na ten termin zaproszenie na wyjazd do Gryfic do aquaparku Laguna. I tym samym wychodzi na to, że prawie nikt nie jest zadowolony z sytuacji jaka sie przedstawia. Zacznijmy od mojej mamy. Ona wolałaby pojechać na ten zjazd. W końcu jest to zjazd rodziny Miszkurka z której się wywodzi. Bardzo chciałaby spotkać się z rodziną m.in. spod Warszawy, która się tu wybiera. Co sie dziwić: wszak ma być ok 150 osób. A to tylko niejasne wiadomości jakie posiadam. Co tu dużo mówić - dziadek miał siedmioro rodzeństwa. A tak leci do Anglii i panicznie boi sie tego wyjazdu. Chyba najbardziej przeraża ją lot samolotem. No ale nie ma możliwości zmiany terminu - bilety nie podleają przebukowaniu. Ja tam sie na tym nie znam a ile w tym prawdy to tylko ciotka wie. Tato natomiast jakby trzyma sie z boku tej całej sytuacji. Jemu jest raczej obojetna. Drażni go jedynie iż dowiedzieliśmy sie dopiero 2 miesiace przed zjazdem. Przecież zaliczają nas do pionu tej rodziny wiec czemu nie zapytali o zdanie na etapie planowania? Ot niezrozumiała sytuacja rodzinna. Mój brat. Dokładnie nie wiem co on na ten temat myśli gdyż właśiwie nie rozmawialiśmy o tym. Podejżewam jednak, iz może mu być nie w smak tłuc sie taki kawął drogi na 3 dni żeby pomóc w gospodarstwie. Chociaż kto go tam wie. I na końcu ja. Mam totalnie pogmatwane ustosunkowanie do tej sytuacji. O terminie zjazdu dowiedziałam sie tego samego dnia co o terminie wyjazdu mamy: w dniu w którym dostałam zaproszenie na wypad na Lagune. Wiedziałam ze mama ma jechać do Anglii i że bedzie jakiś tam zjazd, który ma być w tym samym terminie. No ale jak mi powiedziała, ze to wypada w majówkę opadły mi ręce. Byłam gotowa zrobić wielką awanture żeby tylko nie czepiali się ze chce jechać. A tu zgasili mnie jednym zdaniem. Juz nawet nie pamiętam co dokładnie powiedzieli. A teraz to wszystko. Mama chce iść na zjazd ale nie moze, tato ma to najwyraźniej wszystko gdzieś, a ja czuje się zawieszona miedzy tym wszystkim. Po części moze byc ciekawie spotkać nigdy nie widzianych krewniaków. Wyjazd na Lagune z tego co wiem i tak odwołany bo sie prawie nikt nie zadeklarował. A pozatym skoro mama wyjeżdża to ktoś musi pomóc tacie przez te 5 dni jej nieobecności. Nie można również zwalić wszystkiego na mojego brachcia. Też przecież kożystam z tego co to gospodarstwo daje. I tym samym mamy niezły pasztet mieszanych uczuć i niespełnionych zachcianek. Kolejny objaw jak życie potrafi niekiedy subtelnie dopiec. Tym razem nie mnie: mojej mamie. Ja w pewnym sęsie przywykłam juz że większość moich planów wali w łeb bo zawsze coś innego wyskoczy. Jak to było? "Life is brutal... " ;p

20:00, usagisensei2
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 kwietnia 2009
  Właściwie to przez cały tydzień było spokojnie. Za spokojnie można by powiedzieć. Pogoda dopisywała w pewnym sęsie i nawet samopoczucie mi sie poprawiło. Jednak blog jako terapia poskutkował. Przynajmniej jest sie komu wygadać bo w domu niestety nikt mnie nie wysłucha, gdyz jakos nie korci mnie zwierzać sie rodzicom. Zawsze staram sie nie mówić im wszystkiego. Takie jest przecież życie. Wiec jak już mówiłam tydzień uznaję za raczej udany. No ale dziś znów mama doprowadziła mnie do takiego stanu, iż wymsknęło mi się "odczep sie". Nadal jest zła. No ale ja prosiłam aby pozwolili mi wypić tylko herbatę. 2 łyki mi zostały. I tak poszłam pomóc dalej przy wkopywaniu tych głupich krawężników wzdłuż rabatki. Ech.. i jeszcze mieli pretensje, ze sie nie cieszyłam iż poprawiamy wygląd podwórka. No a co miałam szczerzyć sie jak głupia? Przecież ja już tak mam że mój usmiech wywołują inne sprawy niż robota. Ja nie jestem pracocholikiem kurde. ;/ Fakt, ze nie lubie sie nudzić, ale to nie oznacza, iz uwielbiam pracę. Dziwna jestem wiem.
   Inna sprawa to narastajace wciaz we mnie dziwne uczucie pustki. Każdego dnia bardzo powoli rosnie. Tak powoli, iż zmiany zaóważam po tygodniach dopiero. Systematycznie odczówam jakiś brak. Możnaby zacytować tu fragmęt piosenki Edyty Bartosiewicz: "...czego wciaż mi brak, co tak cenne jest, ze ta nienazwana myśl rysą jest na szkle..." Zmieniam się z każdym dniem. Teraz czuję to tymbardziej. Nie chodzi mi o starzenie sie itp. Raczej psychika moja w jakiś niejasny sposób ulega przemianie. Mój tok rozumowania, wartości życiowe, cele. Ja rozumiem, iż zapewne kilka osób stwierdzi, ze dorastam. Ale to coś innego. Dzieckiem nie jestem już od dawna choć moi rodzice zapewne chcieliby inaczej (choć raz po raz powtarzają "że jesem dorosła to powinnam zachowywać się jak dorosła"). Ale ich toku rozumowania nie zrozumiem do końca nigdy. Myślimy inaczej i mamy odmienne poglądy. No ale moze kiedyś doczekam się że będą ze mnie w 100% zadowoleni, a nie że ich słodkie słowa zaprawione są gorzkim smakiem. Możliwe iz marudzę. Ale czy to ważne? Przecież większość blogów po to właśnie jest: Aby mieć gdzie pomaródzić na świat, życie i ludzi. Narazie to tyle ;p
19:38, usagisensei2
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3